W pigułce: Siena to średniowieczne toskańskie miasto, które w dwa dni można obejść pieszo, a centrum jest zamknięte dla ruchu samochodowego. Najwygodniej dolecieć do Florencji lub Pizy i dojechać pociągiem albo autobusem.
- Piazza del Campo ma kształt muszli i dzieli się na dziewięć pól
- Torre del Mangia liczy 88 metrów (102 m z piorunochronem) i około 400 stopni
- Palio, słynny wyścig konny, odbywa się 2 lipca i 16 sierpnia
- Katedra zachwyca pasiastą czarno-białą fasadą z marmuru
- Lokalne specjały to makaron pici, panforte i ricciarelli
Z wąskich, ceglanych uliczek wchodzi się prosto na Piazza del Campo — plac w kształcie muszli, który opada lekko w stronę ratusza i wygląda jak naturalny amfiteatr. To miejsce ustawia ton całego pobytu: Siena jest zwarta, kameralna i niemal w całości średniowieczna. Centrum wpisano na listę UNESCO, a samochody zostawia się przed murami, więc dwa dni spaceru wystarczą, żeby poczuć rytm miasta bez pośpiechu.
Piazza del Campo — serce miasta
Główny plac Sieny uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Europie i trudno się z tym kłócić. Bruk dzieli się na dziewięć klinów zbiegających się ku Palazzo Pubblico — gotyckiemu ratuszowi, który do dziś pełni funkcję administracyjną. Z jego boku wystrzela Torre del Mangia, wieża mierząca 88 metrów (102 metry licząc piorunochron). Zaprojektowano ją tak, by dorównywała wysokością katedrze — był to czytelny znak, że władza świecka i kościelna stoją w mieście na równi.
Na szczyt wieży prowadzi około 400 wąskich, krętych stopni i nie ma windy, ale widok wynagradza wysiłek: dachówki, kampanile katedry i toskańskie wzgórza po horyzont. Sam plac warto odwiedzić o różnych porach — rano jest spokojny i niemal pusty, a wieczorem zamienia się w wielką, otwartą przestrzeń, gdzie mieszkańcy i przyjezdni po prostu siadają na bruku.
Katedra i wzgórze Duomo
Katedra w Sienie to drugi obowiązkowy punkt. Pasiasta, czarno-biała fasada z marmuru zaskakuje przy pierwszym spojrzeniu, a wnętrze ciągnie ten sam motyw w głąb — kolumny przykryte naprzemiennymi pasami przypominają wielkie sklepienie w prążki. Najcenniejsza jest tu posadzka: misternie inkrustowana marmurem, ze scenami biblijnymi i alegoriami, odsłaniana w całości tylko przez kilka tygodni w roku, zwykle pod koniec lata. Jeśli traficie w ten okres, podłoga robi nie mniejsze wrażenie niż freski na ścianach.
Tuż obok stoi Biblioteka Piccolominich z żywymi, doskonale zachowanymi freskami Pinturicchia, a po sąsiedzku ośmioboczny baptysterium z chrzcielnicą, przy której pracowali najwięksi rzeźbiarze wczesnego renesansu. Całe wzgórze katedralne tworzy zwartą dzielnicę zabytków, którą spokojnie zwiedza się przez pół dnia.
Co zobaczyć w dwa dni
Siena jest na tyle niewielka, że weekend wystarcza, by zobaczyć to, co najważniejsze, i jeszcze posiedzieć w kawiarni bez wyrzutów sumienia. Sensowny plan może wyglądać tak:
- Pierwszy dzień: Piazza del Campo, wejście na Torre del Mangia, sale Palazzo Pubblico z freskami Lorenzettiego, a po południu spacer wąskimi uliczkami w stronę bazyliki San Domenico
- Drugi dzień: katedra, baptysterium i muzeum katedralne z panoramicznym tarasem Facciatone, a na koniec dawny szpital Santa Maria della Scala zamieniony na muzeum naprzeciw fasady Duomo
- Na deser: błądzenie bez mapy po dzielnicach zwanych contrade — miasto dzieli się na siedemnaście takich okręgów, każdy z własnym herbem, barwami i fontanną
Te siedemnaście dzielnic to nie folklor dla turystów, lecz żywa tożsamość mieszkańców, która najpełniej objawia się przy okazji Palio.
Palio — kiedy miasto zwalnia oddech
Palio di Siena to wyścig konny rozgrywany wokół Piazza del Campo dwa razy w roku — 2 lipca i 16 sierpnia. Reprezentacje contrade ścigają się na oklep, a emocje sięgają zenitu, bo rywalizacja między dzielnicami trwa cały rok. W dniach wyścigu plac wypełnia się tłumem, a Torre del Mangia jest zamknięta dla zwiedzających od wczesnego rana. To widowisko warte zaplanowania, ale jeśli wolicie spokojne zwiedzanie i swobodny dostęp do zabytków, lepiej wybrać termin z dala od tych dwóch dat.
Spacer po średniowiecznym mieście
Siena ma tę rzadką zaletę, że zachowała spójność. Nie ma tu nowoczesnych wstawek psujących panoramę — dominują cegła, kamień i ciepły, czerwonobrązowy odcień, który dał nazwę pigmentowi „sieny palonej”. Uliczki wiją się, opadają i wznoszą wzdłuż trzech grzbietów wzgórz, więc niemal każdy zakręt otwiera nowy widok: to fragment dzwonnicy, to przejście pod łukiem, to schody znikające w cieniu. Najlepiej zostawić mapę w kieszeni i po prostu się zgubić — miasto jest na tyle małe, że i tak prędzej czy później wróci się na Piazza del Campo.
Warto zajrzeć do bazyliki San Domenico, surowej, ceglanej świątyni związanej ze świętą Katarzyną Sieneńską, patronką miasta i Włoch. Z jej okolic rozciąga się jeden z najładniejszych widoków na katedrę unoszącą się nad dachami. Po drodze mija się fontanny poszczególnych contrade oraz Fonte Gaia na głównym placu — dziś to kopia, ale wciąż jeden z symboli miasta. Kto lubi malarstwo, powinien zarezerwować godzinę na Pinakotekę Narodową, gdzie zgromadzono dzieła sieneńskiej szkoły, odrębnej i bardziej złocistej niż znacznie głośniejsza szkoła florencka.
Pod względem pogody najprzyjemniej zwiedza się wiosną i wczesną jesienią, gdy upał nie daje się we znaki, a tłumy są mniejsze niż w pełni sezonu. Lipiec i sierpień bywają gorące, za to wtedy odsłaniana jest posadzka katedry i rozgrywa się Palio — wszystko zależy więc od tego, czy wolicie spokój, czy wielkie widowisko.
Sieneńska kuchnia
Toskania to region, w którym jada się prosto, ale dobrze, a Siena ma kilka swoich znaków rozpoznawczych. Podstawą jest pici — grube, ręcznie wałkowane spaghetti, najczęściej podawane z sosem czosnkowym (all’aglione) albo z kruszonymi okruchami i pikantnym olejem. Na słodko króluje panforte, gęsty korzenny przysmak z bakaliami i miodem, znany tu od średniowiecza, oraz ricciarelli — miękkie migdałowe ciasteczka posypane cukrem pudrem.
Do tego twarde cantucci maczane w słodkim winie vin santo i kieliszek czerwonego z okolicznych winnic. Siena leży w sercu toskańskiego pasa winiarskiego, więc do obiadu bez trudu zamówicie lokalne Chianti, a niedaleko, pod Montalcino, powstaje jedno z najsłynniejszych włoskich win. Większość rodzinnych trattorii serwuje to wszystko bez turystycznej nadbudowy — wystarczy odejść kilka uliczek od głównego placu, gdzie ceny spadają, a porcje rosną. Dobrą porą na lokalny przysmak jest też przerwa między zwiedzaniem: kawa i kawałek panforte w cieniu zaułka potrafią uratować upalne popołudnie lepiej niż kolejny zabytek.
Jak dojechać do Sieny
Siena nie ma własnego lotniska, więc planowanie podróży zaczyna się od wyboru bramy wjazdowej do Toskanii. Najbliżej leżą porty we Florencji i w Pizie, a w dalszej kolejności Bolonia. Z Florencji do Sieny dojedziecie autobusem dalekobieżnym w mniej więcej półtorej godziny — to zwykle wygodniejsza opcja niż pociąg, bo autokary dowożą bliżej centrum, podczas gdy dworzec kolejowy leży pod miastem i trzeba dojechać w górę ruchomymi schodami lub autobusem miejskim.
Lot z Polski do Florencji czy Pizy trwa około dwóch godzin, a oba miasta same w sobie są świetnym uzupełnieniem weekendu w Sienie. Zanim zarezerwujecie bilety, sprawdźcie wszystkie kierunki i porównajcie, z którego lotniska dolot do Toskanii wypadnie najkorzystniej. Po dotarciu na miejsce samochód staje się zbędny — historyczne centrum jest zamknięte dla ruchu, a wszystko, co najważniejsze, zwiedza się pieszo.