Wiadomości 25 maja 2020 7 min czytania

Kiedy polecimy za granicę? Loty krajowe ruszą już 1 czerwca

Kiedy polecimy za granicę? Loty krajowe ruszą już 1 czerwca

W pigułce: Wiosną 2020 roku ruch lotniczy w Polsce zamarł niemal całkowicie, a powrót do latania rozpisano na trzy etapy. Pierwsze wystartowały połączenia krajowe LOT-u, dopiero potem ruch zagraniczny.

  • Loty krajowe PLL LOT wznowiono 1 czerwca 2020 roku
  • Granice z państwami Unii Europejskiej otwarto 13 czerwca
  • Połączenia międzynarodowe ruszyły od 16 czerwca
  • Plan zakładał kolejność: kraj, Europa, kierunki dalekie
  • Na pokład wróciły maseczki, dystans i ograniczona obsługa

Przez kilka tygodni wiosną 2020 roku polskie niebo było niemal puste. Samoloty stały na płytach postojowych, rozkłady wygaszono, a pasażerowie odzyskiwali pieniądze za odwołane rezerwacje. Pytanie, które wtedy zadawał sobie każdy, kto miał zaplanowane wakacje albo wyjazd służbowy, brzmiało prosto: kiedy znów wystartujemy? Odpowiedź okazała się rozpisana na konkretne daty i podzielona na etapy, bo nikt nie odważył się otworzyć całego ruchu jednego dnia.

Najpierw kraj: start 1 czerwca

Pierwszy ruszył ruch wewnętrzny. PLL LOT wznowił połączenia krajowe 1 czerwca 2020 roku, łącząc Warszawę z największymi miastami w kraju. To była świadoma decyzja: trasy między Warszawą a Gdańskiem, Krakowem, Wrocławiem czy Rzeszowem są krótkie, łatwe do obsadzenia i obarczone niskim ryzykiem względem lotów dalekich. Samolot pokonuje takie odcinki w niecałą godzinę, więc nawet przy ograniczonej liczbie rejsów dało się odbudować siatkę bez angażowania całej floty.

Połączenia krajowe pełniły też rolę testu. Przewoźnik sprawdzał, jak działają nowe procedury sanitarne, jak zachowują się pasażerowie i czy obłożenie pozwala utrzymać rejsy rentownymi. Dopiero powodzenie tego etapu otwierało drogę do kolejnych. W praktyce loty wewnętrzne stały się poligonem przed znacznie trudniejszym zadaniem, czyli przywróceniem ruchu przez granice.

Otwarcie granic i powrót lotów zagranicznych

Drugim krokiem było zdjęcie kontroli na granicach wewnętrznych Unii Europejskiej. Nastąpiło to 13 czerwca 2020 roku, kiedy Polska przywróciła swobodny ruch z państwami strefy Schengen. Sama otwarta granica nie oznaczała jednak od razu samolotów w powietrzu, bo linie potrzebowały czasu na przygotowanie rozkładów, obsadzenie załóg i sprzedaż biletów.

Połączenia międzynarodowe z polskich lotnisk ruszyły 16 czerwca 2020 roku. Najpierw wróciły kierunki europejskie, czyli te, na które popyt był największy i gdzie sytuacja epidemiczna pozwalała na otwarcie. Lista dostępnych tras zmieniała się wtedy niemal z dnia na dzień, w zależności od decyzji poszczególnych krajów. Pasażer, który chciał zaplanować wyjazd, musiał śledzić, dokąd faktycznie da się dolecieć, bo oferta z marca miała się nijak do realiów czerwca. Dziś łatwiej zacząć od przejrzenia wszystkich kierunków i sprawdzenia, ile zajmuje przelot na interesującą nas trasę.

Trzy fazy odmrażania lotnictwa

Cały powrót do latania zaplanowano w trzech etapach, ułożonych według rosnącego zasięgu i ryzyka. Logika była prosta: im dalej i im więcej granic po drodze, tym później dany kierunek wracał do siatki.

  • Faza pierwsza obejmowała loty krajowe, najkrótsze i najłatwiejsze do uruchomienia, które ruszyły 1 czerwca.
  • Faza druga to połączenia wewnątrz Europy, otwierane po zdjęciu kontroli granicznych w połowie czerwca.
  • Faza trzecia dotyczyła kierunków dalekich i międzykontynentalnych, przywracanych stopniowo tam, gdzie pozwalała na to sytuacja epidemiczna.

Taki podział miał sens nie tylko zdrowotny, ale i operacyjny. Uruchomienie rejsu do Azji czy obu Ameryk wymaga zgody władz po drugiej stronie, działającego lotniska docelowego i pewności, że pasażerowie nie utkną na obcym terminalu. Przy lotach krajowych takich zmiennych jest minimum, dlatego to one otwierały kalendarz.

Dlaczego akurat taka kolejność

Wybór tras krajowych na pierwszy ogień nie był przypadkiem ani gestem symbolicznym. Krótki przelot między polskimi miastami trwa zwykle od czterdziestu minut do niespełna godziny, więc samolot zdąży wykonać kilka rotacji dziennie, a w razie problemu szybko wraca do bazy. Przy takich odcinkach nie trzeba angażować maszyn dalekiego zasięgu, łatwiej obsadzić załogi i prościej zapanować nad rozkładem, gdy popyt potrafi zmienić się z tygodnia na tydzień.

Inaczej wygląda to przy trasach zagranicznych. Tu w grę wchodzą przepisy drugiego państwa, wymogi sanitarne na lotnisku docelowym, zgody na lądowanie i niepewność, czy pasażer w ogóle zostanie wpuszczony do kraju. Każda z tych zmiennych potrafi opóźnić uruchomienie rejsu, dlatego linie odbudowywały siatkę od najprostszych połączeń ku najbardziej skomplikowanym. Loty międzykontynentalne, gdzie do pokonania jest kilkanaście godzin i często przesiadka, wracały na końcu i w największych mękach.

Nowe zasady na pokładzie

Powrót do latania nie oznaczał powrotu do podróży takiej, jaką pamiętano sprzed pandemii. Linie wprowadziły zestaw procedur, które na długo zmieniły rytm odprawy i samego lotu. Część z nich towarzyszyła pasażerom jeszcze przez kolejne sezony.

  • Obowiązkowe zasłanianie ust i nosa przez cały czas pobytu na lotnisku i na pokładzie.
  • Zachowywanie dystansu w kolejkach do odprawy, kontroli i bramki.
  • Ograniczona obsługa pokładowa oraz wstrzymanie sprzedaży części posiłków i napojów.
  • Pomiar temperatury i dodatkowe pytania o stan zdrowia przed wpuszczeniem na pokład.
  • Częstsza dezynfekcja kabin między rejsami.

Dla pasażera oznaczało to przede wszystkim więcej czasu na lotnisku i mniej spontaniczności. Zamiast podjechać na ostatnią chwilę, trzeba było doliczyć margines na wolniej działające procedury. Sam lot bywał za to spokojniejszy, bo maszyny często startowały z niepełnym obłożeniem.

Zmieniła się też sama logistyka terminali. Część stanowisk odprawy działała w ograniczonym zakresie, strefy gastronomiczne były zamknięte lub mocno okrojone, a ruch w halach starano się rozładować, by uniknąć tłoku. W praktyce oznaczało to, że nawet krótki lot krajowy wymagał wcześniejszego przyjazdu, a podróżni szybko nauczyli się sprawdzać aktualne procedury danego portu, zanim wyruszyli z domu. Lotniska, przyzwyczajone do obsługi tłumów, musiały nauczyć się działać w rytmie znacznie mniejszego, ale bardziej wymagającego ruchu.

Co to oznaczało dla planujących wyjazd

Lato 2020 było sezonem, w którym planowanie podróży wymagało elastyczności. Kierunek dostępny w jednym tygodniu mógł zniknąć w następnym, jeśli kraj docelowy zaostrzył zasady wjazdu. Wielu podróżnych wybierało wtedy bezpieczniejsze rozwiązania: krótsze trasy, kierunki krajowe albo najbliższe państwa europejskie, z których łatwiej było w razie czego wrócić.

Praktyczne znaczenie miały też zasady zwrotów i zmiany rezerwacji. Linie, świadome niepewności, częściej oferowały elastyczne bilety pozwalające przełożyć termin bez wysokich opłat. Kto kupował lot, zwracał uwagę nie tylko na cenę, ale i na warunki rezygnacji, bo ryzyko odwołania było realne. To podejście, wymuszone okolicznościami, sporej części pasażerów zostało już na stałe.

Czego nauczyła nas przerwa w lataniu

Etapowy powrót ruchu lotniczego pokazał, jak bardzo system połączeń jest ze sobą powiązany. Otwarcie granicy w jednym kraju nie wystarczy, jeśli druga strona nie jest gotowa przyjąć rejsu. Dlatego najpierw wróciły trasy krajowe, gdzie wszystko zależy od jednego państwa, a dopiero potem te przekraczające granice. Czerwcowy kalendarz z datami 1, 13 i 16 dobrze oddaje tę kolejność: najpierw to, co najprostsze, później to, co wymaga porozumienia z innymi.

Z perspektywy pasażera najważniejszy wniosek jest prozaiczny. Zanim kupimy bilet, warto sprawdzić nie tylko czas przelotu, ale i to, czy dany kierunek faktycznie jest obsługiwany oraz na jakich zasadach. Loty krajowe pozostają najpewniejszym punktem startowym, bo zależą od najmniejszej liczby zmiennych i najszybciej wracają do gry, gdy ruch w powietrzu trzeba odbudować od zera. Czerwiec 2020 roku pokazał to bardzo dosłownie i ta lekcja przydaje się przy każdym planowaniu podróży, niezależnie od okoliczności.

W tym kierunku

Może Cię zainteresować

Kryzys w lotnictwie

Kryzys związany z pandemią koronawirusa SARS-Cov-2, może spowodować, że linie lotnicze w 2020 roku mogą stracić 252 miliardów…

26 mar 2020 3 min czytania