W pigułce: Trzy dni wystarczą, by z Reykjaviku ogarnąć Złoty Krąg, dotknąć lodowca i przy odrobinie szczęścia zobaczyć zorzę. Klucz to dobra logistyka między lotniskiem, miastem a atrakcjami.
- Lot bezpośredni z Warszawy do Keflaviku trwa około czterech godzin (LOT, Wizz Air).
- Złoty Krąg to pętla ok. 300 km: Þingvellir, gejzer Strokkur i wodospad Gullfoss.
- Zorzę można łapać mniej więcej od września do kwietnia, przy ciemnym, bezchmurnym niebie.
- Lotnisko w Keflaviku leży ok. 50 km od Reykjaviku, transfer autobusem zajmuje około 45 minut.
- Spacer po lodowcu (np. Sólheimajökull) wymaga przewodnika i raków — nie wchodzi się tam solo.
Najdalej wysunięta na północ stolica świata mieści się w rozsądnych ramach krótkiego wyjazdu lepiej, niż mogłoby się wydawać. W trzy dni da się połączyć spacer po wulkanicznej okolicy, kąpiel w gorącej wodzie pod gołym niebem i wieczorne wypatrywanie zorzy — pod warunkiem że nie próbuje się objechać całej wyspy. Reykjavik to baza wypadowa: stąd ruszają wycieczki na Złoty Krąg, na lodowce południowego wybrzeża i nad geotermalne laguny.
Jak się tam dostać i ile to trwa
Wszystkie rejsowe samoloty lądują w Keflaviku, a nie w samym Reykjaviku — to standard, do którego trzeba się przyzwyczaić. Bezpośredni lot z Warszawy obsługują LOT i Wizz Air, a w powietrzu spędza się około czterech godzin. To na tyle krótko, że da się wylecieć rano i pierwszy posiłek zjeść już na islandzkiej ziemi. Jeśli porównujesz Islandię z innymi opcjami na weekend, czasy przelotów na popularne trasy znajdziesz wśród wszystkich kierunków w naszym zestawieniu.
Z lotniska do centrum jest około 50 kilometrów. Najprościej wsiąść w autobus typu Flybus — jedzie mniej więcej 45 minut i kursuje pod każdy przylot. Alternatywą jest wypożyczony samochód, który przy planach objazdu Złotego Kręgu na własną rękę zwykle się opłaca. Po samym Reykjaviku auto nie jest potrzebne: centrum jest małe i spokojnie obchodzi się je pieszo.
Złoty Krąg w jeden dzień
Złoty Krąg (Golden Circle) to najbardziej oczywista, ale wciąż uczciwa trasa pierwszego dnia. To pętla długości około 300 kilometrów, którą da się przejechać w ciągu jednego dnia i wrócić wieczorem do Reykjaviku. Składa się z trzech głównych przystanków, leżących stosunkowo blisko siebie.
- Park Narodowy Þingvellir — miejsce, gdzie obradował najstarszy islandzki parlament, a jednocześnie szczelina między płytami tektonicznymi Ameryki Północnej i Eurazji, którą widać gołym okiem.
- Obszar geotermalny Geysir — to tu działa gejzer Strokkur, wyrzucający słup gorącej wody co kilka minut. Czekanie na wybuch z aparatem w dłoni jest właściwie obowiązkowym rytuałem.
- Wodospad Gullfoss — „Złoty Wodospad”, spadający dwoma kaskadami do głębokiego wąwozu. Przy dużym przepływie unosi się nad nim mgła wodna, w której w słoneczny dzień pojawia się tęcza.
Do pierwszego punktu z Reykjaviku dojeżdża się w mniej więcej dwie godziny, więc warto wyruszyć wcześnie. Zimą dochodzi czynnik, o którym łatwo zapomnieć: dzień jest bardzo krótki, a światła do zdjęć bywa naprawdę niewiele. Latem jest odwrotnie — można zwiedzać niemal o każdej porze, bo słońce praktycznie nie zachodzi.
Lodowce: nie wchodzi się tam na piechotę
Drugi dzień najlepiej poświęcić na lodowiec. Najbliższym i najczęściej odwiedzanym z krótkich wycieczek jest Sólheimajökull na południu wyspy — jęzor lodowcowy schodzący z większej czapy lodowej. Dojazd zajmuje kilka godzin w jedną stronę, dlatego zwykle łączy się go z wycieczką wzdłuż południowego wybrzeża, mijając po drodze wodospady Seljalandsfoss i Skógafoss.
Najważniejsza zasada: na lodowiec nie wchodzi się samodzielnie. Powierzchnia kryje szczeliny przykryte cienką warstwą śniegu, a ich głębokość bywa zabójcza. Spacer po lodzie odbywa się wyłącznie z licencjonowanym przewodnikiem, w rakach i z czekanem, które dostaje się na miejscu. To nie jest kwestia ostrożności na wyrost — to po prostu jedyny bezpieczny sposób, by tam stanąć. Wycieczki mają różny poziom trudności: od krótkich, godzinnych spacerów po jęzorze, po dłuższe trasy obejmujące jaskinie lodowe, dostępne głównie zimą.
Na taką wyprawę warto zarezerwować właściwie cały dzień. Same przejazdy w obie strony, odprawa sprzętowa i tempo grupy sprawiają, że próba dorzucenia tego samego dnia jeszcze jednej dużej atrakcji zwykle kończy się pośpiechem. Lepiej zrobić jedną rzecz porządnie niż dwie po łebkach — zwłaszcza że krajobraz południowego wybrzeża, z czarnymi plażami i klifami, sam w sobie zasługuje na kilka przystanków.
Gorąca woda zamiast hotelowego spa
Islandia stoi geotermią, więc kąpiel w gorącej wodzie pod chmurką to nie atrakcja dla turystów, tylko element codzienności. Najsłynniejsza jest Błękitna Laguna (Blue Lagoon), położona dogodnie między lotniskiem a Reykjavikiem — wielu podróżnych zatrzymuje się tam w drodze z lub na samolot. Bilety trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, bo wejścia są limitowane.
Jeśli Błękitna Laguna wydaje się zbyt oblegana, alternatywą są zwykłe miejskie baseny geotermalne w samym Reykjaviku — tańsze, używane przez mieszkańców i często ciekawsze pod względem atmosfery. Ciepła woda po dniu na mrozie działa zresztą najlepiej właśnie po powrocie z lodowca.
Zorza polarna: kiedy i gdzie jej szukać
Zorzy nie da się zagwarantować — to zjawisko zależne od aktywności słonecznej i pogody, a nie od grafiku wycieczki. Sezon trwa mniej więcej od września do kwietnia, gdy noce są wystarczająco długie i ciemne. Trzy warunki muszą zagrać naraz: ciemność, bezchmurne niebo i odpowiednia aktywność geomagnetyczna.
- Odjedź od świateł miasta — łuna nad Reykjavikiem mocno przygłusza słabszą zorzę.
- Sprawdzaj prognozę zorzy i zachmurzenia wieczorem, a nie z wyprzedzeniem; warunki zmieniają się z godziny na godzinę.
- Daj sobie więcej niż jedną noc. Przy weekendowym wyjeździe pojedyncza pochmurna noc potrafi zamknąć całą szansę.
- Ubierz się cieplej, niż wydaje ci się to konieczne — stanie bez ruchu w mrozie i wietrze to zupełnie inna kalkulacja niż chodzenie.
Latem o zorzy można zapomnieć — niebo jest po prostu zbyt jasne. To kompromis, który trzeba świadomie wybrać już na etapie kupowania biletów: jasne, długie dni i wygodne zwiedzanie albo ciemne noce z szansą na zorzę.
Sam Reykjavik: pół dnia, które warto zostawić
Po dniach spędzonych w terenie samo miasto bywa niedoceniane, a szkoda. Dominuje nad nim kościół Hallgrímskirkja, którego smukła wieża widoczna jest z większości ulic — z platformy widokowej na górze rozciąga się panorama kolorowych dachów i oceanu. Nad nabrzeżem stoi stalowa rzeźba Sólfar (Wędrowiec Słońca), przypominająca szkielet wikińskiej łodzi, a nieopodal szklana bryła sali koncertowej Harpa odbija światło zatoki.
Centrum obejdzie się spokojnie w pół dnia, zaglądając po drodze do kawiarni i niewielkich sklepów wzdłuż głównej ulicy Laugavegur. To dobry bufor na koniec wyjazdu — coś, co można zrobić niezależnie od pogody i bez pośpiechu przed odlotem.
Jak ułożyć te trzy dni
Najrozsądniejszy plan to: pierwszego dnia Złoty Krąg, drugiego lodowiec z południowym wybrzeżem, trzeciego sam Reykjavik i ewentualnie laguna w drodze na lotnisko. Wieczory rezerwujesz na zorzę, jeśli trafiłeś w sezon. Taki układ daje oddech między długimi przejazdami i nie zamienia weekendu w wyścig.
Pogoda na Islandii potrafi przewrócić każdy plan w kilka godzin, więc warto trzymać atrakcje w zapasie i nie przywiązywać się sztywno do harmonogramu. Zanim zaczniesz układać dni, sprawdź czasy przelotów na inne trasy w naszym przeglądzie wszystkich kierunków — bywa, że krótszy lot otwiera miejsce na dodatkową noc na miejscu, a właśnie noce decydują o tym, czy zorza w ogóle wchodzi w grę.
